Koszmary

Noc, goni noc, dzień mija za dniem. A Ty znów nie śpisz. Zapalasz papierosa. Unosi się dym. A ty odtwarzasz tą noc. Ale nie była jedna, nie były dwie. Było ich więcej. Ciągle to samo. Każdy szczegół, najmniejszej zmiany. Lekko się uśmiechasz, dopadła Cię rutyna. Znów to widziałaś. Ten biały korytarz. Tą białą pościel i to białe łóżko. Ściany też są białe. I jego białą twarz. Nie ma na niej uśmiechu, w oczach nie świeci się ten sam blask. Tam już nic nie ma. I znów tam jesteś. Czujesz ten chłód. Przymykasz oczy i jesteś w tłumie. Czerń ramię w ramię z czernią. Ty także, niczym śmierć. Ale jej już nie ma, zabrała go i poszła. Ty tylko zerkniesz po raz ostatni, rzucisz wzrokiem na czarny lakier trumny. Ta jedna łza, którą uronisz, może urośnie tam hiacynt czy narcyz. I odejdziesz, aby wrócić tam kolejnej nocy.

Komentarze